Rozmowa o teraźniejszości z

Wojciechem Nadejczykiem

09.2020 r.

Dzień dobry. Ten rok wprowadził spore zmiany w naszej codzienności. Ciekawi nas, jaki jest Pana stosunek do tych wszystkich zdarzeń.

Dzień dobry. Mój stosunek do wydarzeń, to jak najdalej posunięte nie przejmowanie się graniczące z całkowitą obojętnością. Uważam, że mamy do czynienia z chorobą porównywalną do zapalenia płuc, na którą rocznie umiera w Polsce około 12 tyś ludzi, tak jak w przypadku koronawirusa głównie starszych. Różnica polega tylko na tym, że zapalenie płuc znamy od dawna. Niestety obserwuję też zachowania ludzi i z przykrością zauważam, że mamy kolejny temat obok polityki, który silnie dzieli ludzi na dwie zwalczające się grupy. Jedna grupa ściśle przestrzega wprowadzonych zasad dotyczących maseczek, przyłbic, odległości w komunikacji miejskiej, czy dezynfekcji rąk. Druga grupa uważa, że to wszystko, to są głupoty i aktywnie walczy z narzuconym rygorem. Obie grupy próbują się przekonać za pomocą logicznych argumentów i nie dostrzegają, że prawdziwy problem nie leży w argumentach, tylko w emocjach. Ci, którzy stosują wprowadzone nakazy tak naprawdę stosują je, ponieważ boją się o życie swoje i najbliższych. Częściowo też boją się kar administracyjnych. Ci drudzy natomiast nie czują tego strachu lub swoim zachowaniem chcą ten strach zagłuszyć. Kłopot w tym, że żadne argumenty logiczne nie mogą wpłynąć na odczuwanie emocji. Toczy się więc zażarta dyskusja, która po prostu jest nie na temat. Do tego niestety obie strony nie chcą uszanować prawa drugiej strony do odczuwania lub nie odczuwania tych emocji. Życzyłbym sobie, abyśmy wszyscy z większą tolerancją podchodzili do emocji innych osób. Oczywiście życzyłbym też wszystkim, żeby przepracowali i dzięki temu pozbyli się bardzo destrukcyjnego uczucia strachu.

Większość zagranicznych wyjazdów zostało odwołanych. A te krajowe też często znajdowały się pod znakiem zapytania. Gdzie Pan spędził tegoroczne wakacje?

Miałem to szczęście, że z żoną wyjechaliśmy na tegoroczne wakacje jeszcze w lutym. Wróciliśmy do Polski przed ogłoszeniem obostrzeń. Byliśmy w Kolumbii, na wyprawie z grupą znajomych. Kilka dni spędziliśmy w rezerwacie indian. W pozostałe spaliśmy u znajomych indian naszego przewodnika. W internecie pod niżej podanym adresem można obejrzeć zdjęcia z tej przygody.

Czy i co uległo u Pana zmianie w typowych czynnościach?

Bardzo niewiele. Wchodząc do sklepu lub na pocztę czy do urzędu zakładam maseczkę. Dodam, że maseczkę uszyła mi żona z najmniej gęstego materiału, jaki znaleźliśmy w domu. Oczywiście od początku używam tej samej maseczki. Poza tym spotykam się z rodziną, ze znajomymi na urodzinach. Ostatnio byłem na weselu u chrześnicy, a tydzień temu w gęstym tłumie słuchałem koncertu Jazz na Starówce. Bez maseczki.

Co myśli Pan o narzuconych obostrzeniach, takich jak noszenie maseczek, unikanie zgromadzeń, czy choćby częste mycie rąk i wszędzie ustawione ich dezynfekatory?

Myślę, że te obostrzenia świetnie redukują w ludziach poczucie zagrożenia. Ludzie mają przepisy, które mogą stosować i dzięki temu mogą samych siebie przekonywać, że są bezpieczniejsi. A już na pewno, że zrobili to co trzeba, żeby ograniczyć ryzyko zachorowania. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z rzeczywistym bezpieczeństwem. Wystarczy zobaczyć jak ratownicy medyczni ubierają się do kontaktu z osobą podejrzaną o zachorowanie. Zakładają specjalne hermetyczne kombinezony, nie przyłbice czy maseczki. Pamiętam jak wprowadzono w marcu zakaz wchodzenia do lasów. Noszenie maseczek tak samo nie zmniejsza naszej podatności na zachorowanie, jak ten zakaz. Pamiętajmy jednak, że obostrzenia są wprowadzone nie dlatego, żebyśmy byli bezpieczniejsi, tylko żebyśmy czuli się bezpieczniej. W tym sensie maseczki sprawują się bez zarzutu. Wielu ludzi noszących maseczki naprawdę wierzy, że dzięki temu zmniejszają ryzyko zarażenia. Ale żeby sprawa była jasna – w sytuacjach wymaganych przepisami noszę moją maseczkę z szacunku dla emocji innych.

Wniosek jest taki, że powinniśmy w normalny sposób przygotowywać się do okresu jesienno-zimowego, Covid-19, to kolejny wirus, z jakim przyszło się nam mierzyć w codziennym życiu. A może ma Pan swój sprawdzony sposób na jesienne wieczory i skuteczne unikanie infekcji?

Sprawdzony sposób na jesienne wieczory? – Książka, film, odwiedziny znajomych lub u znajomych. Nie mam jakiegoś specjalnego sposobu na unikanie infekcji. Nigdy też specjalnie nie próbowałem tego robić. Wydaje się jednak, że codzienne dbanie o swoje zdrowie – jakaś minimalna chociaż aktywność fizyczna, przepracowanie i pozbycie się lęków i stresów może i powinno poprawić naszą odporność. Natomiast w przypadku pierwszych oznak infekcji zdecydowanie polecam gorącą kąpiel, gorącą herbatę z cytryną i miodem i wygrzanie się w łóżku. Nawet 2-3 godziny w ciągu dnia, przed pójściem spać. Często zdarzało mi się potem obudzić następnego dnia zdrowym.

Dziękujemy za rozmowę i podzielenie się z nami Pana opinią.

TOP
OK